X

Zrozumieć siebie, czyli dlaczego warto doświadczyć odosobnienia

Odosobnienie jako miejsce i czas w samotności to szansa na spojrzenie w głąb siebie i zrozumienie kim jesteśmy. Nic nas nie rozprasza i całą uwagę skupiamy na nas samych – na naszych uczuciach, myślach i odczuciach fizycznych. Kierujemy się do esencji i kontaktu z szeptem duszy, by na nowo zrozumieć prawdziwy sens życia.

Ciemność i całkowita cisza odsłaniają wiele pięknych, wewnętrznych tajemnic, sprzyjając głębokiej medytacji.

Siedem dni w ciemności

O swoich doświadczeniach z odosobnieniem opowiada Eryk Nisarga Dobosz, współzałożyciel Integral Body Institute, wyszkolony terapeuta masażu, certyfikowany w wielu technikach. Nisarga specjalizuje się w Uwalnianiu Mięśniowo-Powięziowym oraz Głębokiej pracy z tkankami miękkimi.

Ludzie często mnie pytają czemu jeżdżę na te odosobnienia, co mi dają i jak to wygląda. Pierwszy raz miałem z tym do czynienia 2 lata temu, w grudniu 2016 roku. Spędziłem 7 dni w ciemności w południowej Estonii, w miejscu zbudowanym przez Thule, niezwykłą wiedźmę. Bardzo zmyślnie zaprojektowała miejsce odosobnienia w lesie na swojej posiadłości – z dala od wszelkich sąsiadów, w ciszy, w otoczeniu mocnych, naturalnych energii lasu, zwierząt i roślin, jest komnata pokryta ziemią, by imitować poczucie bycia w łonie ziemi. Odosobnienie zawsze zaczyna się w czwartek wieczorem, kiedy Thule wyjaśnia wszystkie szczegóły dotyczące pomieszczenia. Wszystko, co wolno i czego nie wolno. Miejsce jest przestronne i ma ok. 50m2, podwójne łóżko, zlew z czystą wodą, parę półek, czajnik i gorącą wodę (na czajniku nie ma włącznika ze światełkiem) oraz toaletę w osobnym pomieszczeniu wewnątrz budynku.

Na tym odosobnieniu pozostajesz sam/-a, przywozisz nawet ze sobą własne jedzenie na czas całego siedzenia. Podoba mi się to. Na innych odosobnieniach, gdzie jedzenie jest podawane, można śledzić upływ czasu na podstawie rytmu podawanych posiłków. Dla mnie przygotowywanie moich własnych posiłków jest świetnym sposobem dostrojenia się do naturalnych rytmów i potrzeb mojego ciała. Śpię, kiedy jestem zmęczony, jem kiedy jestem głodny i ćwiczę, kiedy mam ku temu energię. 

Po wstępnych wyjaśnieniach i wprowadzeniu Thule daje jeszcze godzinę w świetle świecy na rozpakowanie jedzenia i ubrań z dużym rozmysłem tak, żeby wszystko łatwo można było znaleźć w ciemności. Muszę jeszcze wspomnieć o tym, jak ogromnie jest to ważne. Wyobraź sobie sytuację, że nic nie widzisz. Jesteś w ciemności i chcesz przygotować sobie jedzenie i czegoś się napić. Zasadnicze będzie, żeby pamiętać, gdzie jest cały sprzęt i gdzie go ostatnio zostawiłeś. Nawet tak proste rzeczy jak nalanie gorącej wody do kubka czy obranie owocu, stają się sporym wyzwaniem.

Po godzinie Thule wraca, tylko po to, żeby oznajmić, że odosobnienie się rozpoczyna i że zapuka do drzwi wieczorem siódmego dnia, żeby mnie stamtąd zabrać. Wychodzi z pomieszczenia i po paru minutach gaszę światło świecy, zanurzam się w morze ciemności. Po pierwszej medytacji idę spać. 

Po obudzeniu się mój dzień jest podzielony na różne zajęcia, ale większość czasu spędzam na macie do medytacji, robię jogę lub ćwiczenia. Wziąłem ze sobą też matę z kolcami i piłeczki do autoterapii i uwalniania napięć w ciele. Siedzenie godzinami w głębokiej ciszy i ciemności czarnej jak smoła odsłania mi wiele pięknych, wewnętrznych tajemnic. Jest we mnie słodkie i kojące poczucie ciszy i nowy poziom wrażliwości, który faktycznie uświadamia mi, że nie ma czegoś takiego jak cisza. Wibracje życia są zawsze obecne i wsłuchiwanie się w ten wewnętrzny krajobraz i świątynię naszego ciała, która wysyła nam sygnały w każdej sekundzie daje głębokie poczucie satysfakcji, spełnienia i prowadzi do stanu błogości, radości i ekstazy z życia. Wsłuchanie się w dźwięk i wibrację mojej własnej klatki piersiowej, wyczuwanie oddechu i napełnianie płuc powietrzem, czy po prostu bycie w ciszy – to cenne chwile i powody, dla których zanurzam się w ciszę. 

Kolejny piękny dar tej medytacji, to nauka nieprzywiązywania się i akceptacji. W takim środowisku człowiek doświadcza całego spektrum uczuć, emocji, myśli i traum. Wszystko to się może pojawić. Po paru dniach wpatrywania się z otwartymi oczami w ciemność przed sobą, nasza przysadka mózgowa zaczyna wydzielać DMT, substancję, która może poprowadzić nas do ciekawych wizji i wglądów o charakterze psychodelicznym. Zanim wejdziemy w ciemność, polecam przejście przynajmniej jednego 7-10 dniowego odosobnienia Vipassany, by być w stanie pozostać w obecności i by zrozumieć, że nic nie jest trwałe w tym życiu. Wszystko jest w przepływie i się zmienia, jak pory roku, jak wiosna i lato, które zawsze przychodzą po zimie. To zasadnicza jakość życia duchowego i nieprzywiązywania się, które pomagają nam żyć w większym spokoju i pod mniejszą kontrolą ego, bez gonienia za szczęściem i uciekania od dyskomfortu bólu, smutku, czy złości, z którymi jesteśmy konfrontowani w życiu i które, w istocie, są niezbędne do naszego rozwoju, transformacji i dojrzałości.

W miarę jak mijały dni i przyzwyczajałem się do tego rytmu, czas zwalniał i pojawiały mi się myśli „Czy Thule będzie o mnie pamiętać?”, „Czy koniec się już zbliża ?”, „Ile jeszcze zostało czasu?”, „Czy jest dzień czy noc?”. Nasz umysł każdego dnia tworzy tysiące myśli, z których sobie nie zdajemy sprawy, a myśl potrafi mieć wielką moc, ponieważ często w życiu manifestują się różne rzeczy, o których najwięcej myślimy. Tutaj pojawia się znów siła obecności i obserwowania myśli bez oceniania ich czy etykietkowania, po prostu tylko patrząc na nie tak, jak patrzymy na chmury płynące po niebie.

W końcu Thule puka do drzwi. Wychodzenie z pomieszczenia jest ważne. Trzeba to zrobić nocą przy minimalnej ilości światła. Po tylu dniach w ciemności oczy są przez pewien czas bardzo wrażliwe na najmniejszą ekspozycję na słońce. Wychodzenie z odosobnienia i zobaczenie piękna świata, gwiazd i drzew rodzi dużo radości, wdzięczności i błogości. Biorę głęboki oddech i dotykam ziemi i czuję wdzięczność za życie i za tę chwilę. Ostatnią częścią odosobnienia jest rytuał uzdrawiającego dźwięku, masaż i sauna parowa przygotowana przez Thule i jej partnera Erica. 

Ten rodzaj odosobnienia jest dla mnie głęboko karmiący i transformujący, dlatego robię go co roku w zimie, kiedy przyroda wchodzi w stan hibernacji i zwalnia tempo, co pomaga mi pozostać w lepszym dostrojeniu i kontakcie ze sobą. Za każdym razem opuszczam to odosobnienie z poczuciem większego spokoju, wdzięczny i przyjmujący życie ze wszystkimi jego aspektami.

Jeśli to dla Ciebie pierwszy raz, polecam na początek 2-3 dni odosobnienia, a następnym razem może 7-10 dni w ciemności. 

Światło jest możliwe tylko dlatego, że jest ciemność. Jeśli jesteś w stanie objąć ciemność i ciemną stronę naszego istnienia, nasz cień, ból i lęki, będziesz również w stanie przeżywać  szczęśliwe, błogie i ekstatyczne jego części. Żadne z nich nie jest lepsze. Oba są dwoma stronami tej samej momenty zwanej ŻYCIEM. 

 

Autor: Eryk Nisarga Dobosz, współzałożyciel Integral Body Institute

 

 

#KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ten − 9 =

Zaangażuj sie
#HOROSKOP #INTENCJA NA TEN MIESIĄC #One Energy TV #NEWSLETTER #NIE PRZEGAP #POPULARNE
0