X

Sami odbieramy sobie wolność

Myślenie stereotypowe ma potężną moc i wpływa na nasze życie. Jednym ze stereotypów w relacjach damsko-męskich jest przekonanie, że związek zabiera wolność. Mężczyzna boi się, że zostanie „ujarzmiony” przez kobietę, która według niego ma prosty plan na życie – znaleźć faceta, który będzie ojcem dla jej dzieci i żywicielem rodziny. Wtedy czeka go ciężka praca. Kobieta myśli podobnie. Ona z kolei boi się, że planem mężczyzny jest zrobić z niej matkę dla jego dzieci i kurę domową. Wówczas ona nie będzie mogła realizować swoich pasji i marzeń.

Jeśli jesteś w związku i masz przekonanie, że cię ogranicza, pozbawia wolności, itd., to wiedz, że to iluzja. Partner nie jest w stanie pozbawić cię wolności, jeśli sam/a tego nie chcesz. Zwalanie więc winy na związek czy partnera jest łatwizną i błędną oceną sytuacji. To efekt braku przyjęcia pełnej odpowiedzialności za swoje życie.

 

Dlaczego tak się dzieje? Otóż od dziecka jesteśmy uczeni, że za doświadczane emocje i uczucia odpowiadają inni. Obserwujemy dorosłych i ich grę w przerzucanie się winą – „nie chcesz iść ze mną na imprezę? przez ciebie nie będę się dobrze bawił”. Podobne komunikaty, kierowane są do dzieci – „jesteś niegrzeczny, przez to mama czuje się źle”. W ten sposób tworzy się w nas przekonanie, że nasze dobre bądź złe samopoczucie jest uzależnione od drugiej osoby, że to ona ma moc decydowania o tym, jak się czujemy. W konsekwencji „oddajemy” drugiej osobie władzę nad naszymi emocjami i de facto nad naszym życiem. A przynajmniej tak nam się wydaje. Stąd nieustające poczucie przesadnej zależności od drugiego człowieka.

 

Z takiego podejścia bierze się m. in. lęk przed związkiem. Widzimy w nim bowiem źródło zależności, prowadzącej wręcz do zniewolenia. Nie dopuszczamy myśli, że przecież to my sami (jako dorośli ludzie) możemy decydować o sobie. Łatwiej żyć z wyobrażeniem, że kobieta/mężczyzna (niepotrzebne skreślić) dybie na twoją wolność i że chce cię wykorzystać dla realizacji swojego życiowego planu. Nic dziwnego, że tak myślimy, nasłuchaliśmy się tego od dorosłych.

W efekcie albo w ogóle nie wchodzimy w związek, albo, już będąc w nim, obwiniamy partnera za wszystkie nasze niedole. To paradoksalna sytuacja – sami zgadzamy się na nasze zniewolenie i jednocześnie złościmy na partnera, że tak się dzieje.

Skąd ten paradoks? To efekt braku dojrzałości emocjonalnej. To echa wyuczonego w dzieciństwie przymusu zależności od drugiego człowieka. Ten przymus jest dziecięcy, jak w relacji dziecko-rodzic. Dziecko jest zależne od rodzica, życiowo i emocjonalnie. Nie może wybrać i żyć samodzielnie, nawet gdy jest mu źle ze swoimi opiekunami. Dziecko musi się podporządkować woli rodzica, gdyż jest od niego zależne. Oczywiście może się złościć i buntować za ograniczanie wolności i przesadną kontrolę. O ile jednak takie zachowanie w przypadku dziecka wydaje się być normalne, to w przypadku dorosłego już nie. To pokazuje, że będąc dorosłymi ludźmi, mentalnie i emocjonalnie nadal tkwimy w roli dziecka. Czujemy się bowiem zależni od partnera jak dziecko od rodzica. Wydaje nam się, że nie możemy o sobie stanowić i że za wszelkie ograniczenia odpowiada partner czy związek. Dodatkowo pojawia się też lęk przed odrzuceniem, również dobrze znany z okresu dzieciństwa. Chodzi o te wszystkie sytuacje kiedy dziecięcy bunt kończył się często negatywną reakcją rodziców, brakiem akceptacji. To zrodziło mocno zakorzenione przekonanie, że samodzielność i samostanowienie nie popłaca. Stąd tkwimy w ograniczającej nas relacji w poczuciu, że to normalne, czując jednocześnie pretensję do partnera za swój los. Poza tym wydaje nam się, że nie da się tego zmienić.

W ten sposób żyjemy w stanie podwójnego wiązania. Z jednej strony boimy się związku, gdyż wg naszego wyobrażenia uczyni z nas osobę zależną i zniewoloną. Jednocześnie tęsknimy za byciem z drugim człowiekiem i pomimo lęku myślimy o relacji. Z kolei będąc w związku, odbieramy go jako źródło naszej zależności i ograniczeń. Niewiele jednak robimy żeby to zmienić. Blokują nas mocne przekonania, że tak musi być, że nic nie można na to poradzić. Bo takie jest życie.

Czy można coś z tym zrobić? Oczywiście, że tak. Pierwszy krok to zauważenie opisanego mechanizmu w swoim życiu i chęć zmiany. To już bardzo dużo. Kolejny krok to zajęcie się sobą i swoimi potrzebami. Odpowiedzenie sobie na pytanie, czego tak naprawdę chcę, od partnera, od związku, od życia. Pomocna może być w tym psychoterapia, coaching, czy inne formy wsparcia emocjonalnego.

Autor: Krzysiek Banek – Doradca życiowy

#KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

18 + nineteen =

Zaangażuj sie
#HOROSKOP #INTENCJA NA TEN MIESIĄC #One Energy TV #NEWSLETTER #NIE PRZEGAP #POPULARNE
0